piątek, 25 maja 2012

KONKURS #3 [DO WYGRANIA KRYMINAŁ]

Szanowni Czytelnicy,
dziś zaczynamy trzeci konkurs na blogu strefagrozy.blogspot.com. Zachęcam więc gorąco do udziału. 
Dziś do rozdania mam jeden nowy egzemplarz książki Olle Lonnaeus'a Pokuta. Opis wydawcy:
W niewielkiej miejscowości na południu Szwecji dochodzi do brutalnego morderstwa. Ofiarami są Herman i Signe Jonssonowie, starsze małżeństwo, które niedługo przed śmiercią wygrało na loterii sporą sumę pieniędzy. Podejrzenie pada na ich głównych spadkobierców: biologicznego syna Klasa i adoptowanego - Konrada, który na żądanie policji przyjeżdża do miasteczka po 30 latach nieobecności. Powrót Konrada w rodzinne strony przywołuje bolesne wspomnienia, a śledztwo, które rozpoczyna na własną rękę, powoli prowadzi do przerwania zbiorowego milczenia i odkrycia okrutnej prawdy o jego biologicznej matce. Tymczasem w okolicy dochodzi do kolejnej zbrodni...

Aby wygrać książkę należy odpowiedzieć na pytanie:

Którą z kolei powieścią w dorobku pisarza jest powieść Pokuta?

Odpowiedzi należy wysyłać na adres mailowy: strefagrozy [małpa] gmail.com
Na odpowiedzi czekam do 30 maja, do godziny 22. 
W tytule wiadomości proszę o dopisek POKUTA

Wyniki zostaną ogłoszone 31 maja. 
INFORMACJE TECHNICZNE:

1. Wysłanie uczestnictwa w konkursie oznacza akceptacje, że e-mail z którego zostanie wysłana odpowiedź zostanie upublicznione na stronie w postaci informacji "jankowalski@...".
2. Konkurs jest darmowy. Uczestnik nie ponosi żadnych kosztów. 
3. Zwycięzca konkursu zobowiązany jest o podanie prawdziwych danych osobowych w e-mailu potwierdzającym zwycięstwo, jaki zostanie wysłany przez administratora strony. Dane są wykorzystane wyłącznie do celu realizacji wysyłki. 

WIZERUNEK ZŁA [WYNIKI KONKURSU]

Bardzo wszystkim dziękuję za wzięcie udziału w konkursie na strefagrozy.blogspot.com
Dostałem dość sporo odpowiedzi, a spośród nich wylosowana została osoba o e-mailu:
habibi1610@....
Serdecznie gratuluje wygranej. Jeszcze dziś zostanie wysłany e-mail potwierdzający zwycięstwo.

A tymczasem zapraszam do wzięcia udziału w nowym konkursie, który jeszcze dziś zostanie ogłoszony na łamach strefy grozy.

poniedziałek, 21 maja 2012

COŚ na progu [recenzja]

Coś na progu, nr 1 (marzec-kwiecień 2012)
Niedawno na rynku pojawiło się nowe pismo poświęcone szeroko pojętej literaturze grozy (tj. przede wszystkim: kryminałom, horrorom oraz - jak informuje nas okładka - opowieściom niesamowitym), a jako że w Polsce można odnotować ogromny deficyt tego typu pism, wielu czytelników czekało na pierwszy numer z niecierpliwością. Nr 1 pisma Coś (marzec-kwiecień 2012) - z tego co już można zobaczyć w sieci - został przyjęty z ogromnym entuzjazmem i wciąż cieszy się dużym zainteresowaniem czytelników. Ponadto zgarnął już sporo przychylnych recenzji, co jest, rzecz jasna, w pełni uzasadnione. Nie ma się co dziwić - od dawna na rynku nie było już pisma drukowanego, które traktowałoby o literaturze grozy. 
Spójrzmy do środka. 
Coś nr 1 poświęcony jest w dużej mierze Lovecraftowi - jego twórczości, jego osobistej korespondencji czy niekwestionowanej wielkości jego ogólnie twórczości. 
W numerze przeczytamy również nowelę Stefana Grabińskiego oraz opowiadanie Edwarda Lee. Nowy Coś to również niemała dawka dobrej publicystki: świetny (choć zdecydowanie za krótki - a reklamowany na okładce jako wywiad rzeka, co uważam za duże nadużycie) wywiad z trzema wrocławskimi medykami sądowymi. Dyskusja dotyczy tego co należy, a czego nie należy robić na miejscu zbrodni, jakie błędy popełniają policjanci na miejscu zbrodni, jak wygląda praca (no właśnie - niestety za mało) medyka sądowego. Ale to również lapidarna próba obalenia mitów "serialowych" dochodzeń. Zainteresowanych tym jak naprawdę wygląda śledztwo, jakie są realia zbierania dowodów, odsyłam do tekstu. 
Z publicystyki warto również przeczytać ciekawy artykuł o kryminalnym świecie Mankella, jak również interesujący felieton Marcina Wrońskiego o jego osobistych strachach - co go straszy, co go naprawdę przeraża? 
Coś jeszcze wartego uwagi? 
A owszem, o Akuninie jest parę słów, o nowoczesnym wizerunku wampa, o grach planszowych... Słowem, każdy znajdzie coś dla siebie.

Na koniec warto pochwalić doskonałą szatę graficzną, której chyba niczego nie można zarzucić; klimatyczna, mroczna, dobrze skomponowana. Wielki plus. 

Za cały projekt odpowiedzialny jest doskonale znany sympatykom grozy Łukasz Śmigiel. 
Literatura obowiązkowa dla fanów grozy. 

ocena: 9/10 

sobota, 19 maja 2012

Pod kopułą - Stephen King [recenzja]

Okładka polskiego wydania
Pod kopułą to jedna z najnowszych książek Stephena Kinga. To również jedna z jego najdłuższych powieści, obok: cyklu Mroczna Wieża (siedem tomów), Bastionu, czy genialnego horroru To.
Pod kopułą to powieść napisana z rozmachem, to literacki kolos, który wymaga od nas sporo czasu, uwagi i energii, bowiem przeczytanie tego tomu może pochłonąć kilka dni. Ale czy jest tego warta? Spójrzmy na to co jak wydawca streszcza książkę:
Pewnego pogodnego, jesiennego dnia małe amerykańskie miasteczko Chester's Mill zostaje nagle i niewytłumaczalnie odcięte od świata. Otacza je niewidoczne pole siłowe, które mieszkańcy zaczynają nazywać kopułą. Sytuacja szybko się pogarsza. Pole wpływa niekorzystnie na środowisko, a ludzi powoli ogarnia panika... 


Dale Barbara, weteran wojny w Iraku zarabiający na życie jako wędrowny kucharz, jest zmuszony do pozostania w Chester's Mill. Wspierany przez wojsko, które znajduje się na zewnątrz kopuły, wraz z garstką ochotników próbuje uspokoić nastroje społeczne. Na drodze staje im Duży Jim Rennie, ambitny lokalny polityk, który za wszelką cenę chce wykorzystać sytuację dla własnych celów. Wraz z synem ukrywają wiele koszmarnych tajemnic, które nie mogą ujrzeć światła dziennego.

Czas ucieka, a największym wrogiem mieszkańców jest sama kopuła. Czy dowiedzą się, jak powstała, zanim będzie za późno?

Czas goni. A właściwie czasu już brak... 
Zacznę od wad, bo tych jest - niestety - najwięcej. I znaczne nieco przekornie. 
Po pierwsze, książka - jak na gatunek który trudno dokładnie sprecyzować - w żaden sposób nie wywołuje u czytelnika efektu grozy, niebezpieczeństwa, strachu; a jedynie efekt duszności i klaustrofobii i gigantycznej monotonii. 
Okładka pierwszego wydania
Po drugie, książka jest zbyt długa. Jestem przekonany, że spokojnie można by całą historię skrócić do około trzystu lub czterystu stron, bez wnikania w sprawy, które w żaden sposób nie tworzą akcji. Wręcz przeciwnie, zwalniają ją, tworząc niewyobrażalne postoje, i powodując, że ma się ochotę odłożyć książkę na półkę (by tam ładnie wyglądała). Ale jednak brniemy przez to, bo wciąż pozostaje w nas tajemnicza potrzeba rozstrzygnięcia i czym owa kopuła (lub klosz) jest, więc jakoś męczymy tę powieść. 
Po trzecie Pod kopułą to powieść totalna, w której pokazane zło od podszewki stanowi główny i dominujący wątek. Czy to zarzut? Jeszcze nie, ale jeśli się doda, że walka ze złem (najgorszego kalibru, mocno przerysowana, sztampowa, nieco wyświechtana) z dobrem toczy się przez ponad dziewięćset stron, to czytając można się mocno wymęczyć, bowiem książka opiera się na kilku schematach, które rozciągnięte są do granic wszelkich możliwości. Tak, dziewięćset stron walki kilku ludzi o władzę, a samej kopuły (tytułowej, która w fantastyczny i tajemniczy sposób spadła na ziemię) jest niewiele. Mnie właśnie owa kopuła ciekawiła najbardziej - czym ona jest, jak powstała, dlaczego przepuszcza tylko trochę powietrza, dlaczego najnowsze wojskowe rakiety nie są w stanie się przez nią przebić? Niestety, mam wrażenie, że posłużyła ona wyłącznie do tego, by zamknąć pod nią dobrych i złych ludzi i pokazać jak się wyżynają w imię dobra miasta (wyżynają dosłownie). Ukazana została gruntowna (to jest po części jeden z plusów powieści) psychologia tłumu, zbiorowości, którą paraliżuje niewidoczna granica, wokół której zaczyna się walka o władzę, o dominację, o życie...
A szkoda, bo osoby nastawione na czytanie powieści o absolutnie fenomenalnym zjawisku będą raczej niezadowolone. 

Powieść Kinga Pod kopułą to dla mnie ogromne rozczarowanie. Zapowiadana, chwalona, recenzowana jako rzecz genialna, doskonała i absolutnie oryginalna, okazuje się w gruncie rzeczy książką nudną i mało ciekawą. Gdyby nie owa kopuła (jej tajemnica, jej smak, jej niepowtarzalność i potrzeba odkrycia czym ona tak naprawdę jest), to książka byłaby koszmarna. A dzięki niej, w pewien sposób zaciskamy zęby i czytamy do ostatniej strony w nadziei, że wydarzy się cud, że zwali nas z nóg, że King zaskoczy nas błyskotliwym zakończeniem. 
Kopuła, kopuła, czym ona jest? Ani rakiety, ani superżrący kwas nie jest w stanie jej zniszczyć... 
Tego dowiemy się na kilku ostatnich stronach. 

ocena: 4/10

WIZERUNEK ZŁA [KONKURS]



Szanowni Czytelnicy,
dziś zaczynamy drugi konkurs na blogu strefagrozy.blogspot.com, dlatego zachęcam do udziału. 
Dziś do rozdania mam jeden egzemplarz dwutomowej książki Grahama Mastertona Wizerunek Zła (wydawnictwo Amber, stan b.dobry).
Aby wygrać książkę należy odpowiedzieć na pytanie:

Do jakiego wielkiego dzieła zagranicznej literatury modernistycznej nawiązuje Masterton w Wizerunku Zła?

Należy podać nazwisko i tytuł dzieła. 

Odpowiedzi należy wysyłać na adres mailowy: strefagrozy [małpa] gmail.com.
Na odpowiedzi czekam do 24 maja, do godziny 22. 
W tytule wiadomości proszę o dopisek Wizerunek Zła

Wyniki zostaną ogłoszone 25 maja. 
INFORMACJE TECHNICZNE:

1. Wysłanie uczestnictwa w konkursie oznacza akceptacje, że e-mail z którego zostanie wysłana odpowiedź zostanie upublicznione na stronie w postaci informacji "jankowalski@...".
2. Konkurs jest darmowy. Uczestnik nie ponosi żadnych kosztów. 
3. Zwycięzca konkursu zobowiązany jest o podanie prawdziwych danych osobowych w e-mailu potwierdzającym zwycięstwo, jaki zostanie wysłany przez administratora strony. Dane są wykorzystane wyłącznie do celu realizacji wysyłki. 

środa, 16 maja 2012


Bardzo wszystkim dziękuję za wzięcie udziału w pierwszym konkursie na strefagrozy.blogspot.com. Dostałem kilkanaście odpowiedzi, a spośród nich wylosowana została osoba o e-mailu:

zebero2@...

Serdecznie gratuluje wygranej. Jeszcze dziś zostanie 
wysłany e-mail potwierdzający zwycięstwo.

A tymczasem zapraszam do wzięcia udziału 
w konkursie, który jeszcze dziś zostanie ogłoszony 
na łamach strefygrozy.

czwartek, 10 maja 2012

Demony Normandii - Graham Masterton [recenzja]

Do niewielkiej miejscowości Pont D'Ouilly położonej w ciemnej i zimnej Normandii przyjeżdża Amerykanin, który jest kartografem zajmującym się przygotowywaniem map do książki poświęconej II wojnie światowej. Podczas przejażdżki po okolicy na jednej z wąskich i krętych dróżek dostrzega stary i zardzewiały czołg.
Od miejscowych dowiaduje się, że czołg stoi w tym miejscu od czasów zakończenia II wojny światowej. Nikt w tym czasie nie miał odwagi go ruszać, zbliżać się do niego, ani tym bardziej - próbować go otwierać, bowiem - co pamiętają najstarsi mieszkańcy - czołg został celowo porzucony w tym miejscu, a właz do wnętrza został zaspawany. Sprawa zaczyna intrygować przybysza, który porzuca w kąt myślenie o sporządzeniu mapy i za wszelką cenę próbuje poznać tajemniczą historię czołgu.
Jak zdołał się dowiedzieć o miejscowego gospodarza oraz jego córki, według pogłosek, czołg przynosi pecha - ludzie w pobliżu umierają gdy tylko się do niego zbliżą, mleko kiśnie, a z samego wraku dochodzą dziwne odgłosy. Co więcej, istnieją świadkowie którzy dawno temu widzieli oddział wojskowych, gdy ci przy pomocy duchownych (ich zaklęć i modlitw) zamknęli w nim... demona.
Główny bohater - Daniel McCook - zaintrygowany usłyszaną historią postanawia dowiedzieć się nieco więcej na temat tajemniczego czołgu. W tym celu pozyskuje na jego temat informację od miejscowego księdza, który okazuje się, wie na jego temat bardzo dużo. Ten jednak przestrzega go przed zbliżaniem się do maszyny, bowiem jest w niej zamknięty jeden z niebezpieczniejszych demonów, biorący udział w czasie bitwy o Normandię.
Daniel za wszelką cenę próbuje odtworzyć historię czołgu, pochłaniając się całkowicie tej sprawie. Wszystkie głosy na temat zamkniętego w nim demona okazują się prawdziwe.
Pewnego dnia wpada na pomysł, że najlepszy rozwiązaniem i uwolnieniem ludzi od ciążącego problemu będzie otwarcie czołgu i wypędzenie mieszkającego w nim demona.
Tyle na temat treści. Przejdźmy do lapidarnej oceny.
W żadnym wypadku nie zamierzam owijać w bawełnę i bronić Mastertona i powiem wprost, że książka do najlepszych nie należy. Więcej, książka jest słaba, choć na uwagę zasługuje jedynie - i to jedyna rzecz która ją broni - ciekawy pomysł. Bo ten jest naprawdę dobry - cóż innego bardziej może nas wciągnąć jeśli nie opowieść, że w dzieje II wojny światowej zaangażowano okrutne i bezlitosne demony, które zdecydowały o zwycięstwie jednej z ważniejszych bitew, a potem zamknięto jedną z tych okrutnych bestii w starym czołgu? Cóż bardziej rozbudzającego ciekawość i wyobraźnie, jak nie zmieszanie wątków historycznych z nadprzyrodzonymi?
Drugą rzeczą wartą uwagi jest dobrze narysowana, choć za skąpo jednak, okolica: mroczne i zimne zakamarki okolicy Normandii, nad którą wisi widmo nieznanego czołgu, w którym straszy. Na tym kończą się zalety tej krótkiej książki.
Zganić Mastertona należy za: bardzo powierzchownych bohaterów, których cel i sens działania jest naprawdę bardzo niedopracowany (nie bardzo wierzyłem, że bohaterowie - mieszkańcy -  tak bardzo bali się czołgu, nawet bali się wręcz o nim myśleć, po czym - gdy tylko pojawił się śmiałek z Ameryki - porzucili w kąt wszelki strach... i pomogli mu otworzyć czołg; dalej - za dość mało przekonujące zakończenie, bardzo skąpe opisy, jak również za słabe dialogi. Po prostu słabe i nieprzekonujące.
Książkę uważam co najwyżej za przeciętną, choć mającą w sobie duży, ale niestety niewykorzystany potencjał. 

A szkoda, bo mógłby to być naprawdę doskonały horror. 
 

 

środa, 9 maja 2012

KONKURS Z MASTERTONEM

Szanowni Czytelnicy,

dziś rozpoczynam pierwszy konkurs na blogu strefagrozy.blogspot.com, dlatego zachęcam wszystkich czytelników do wzięcia w nim udziału.
Dziś do rozdania mam jeden egzemplarz książki Grahama Mastertona Czerwona Maska.
Aby wygrać książkę należy odpowiedzieć na pytanie:

Ile wydań w Polsce miała książka pt. Czerwona Maska?

Odpowiedzi należy wysyłać na adres mailowy: strefagrozy [małpa] gmail.com.
Na odpowiedzi czekam do 16 maja, do godziny 22. 
W tytule wiadomości proszę o dopisek Konkurs z Mastertonem

Wyniki zostaną ogłoszone 17 maja. 

Jednocześnie informuję, że konkurs z Mastertonem inicjuje cykl konkursów jakie będą organizowane na strefie grozy. W najbliższym czasie do wygrania kolejne książki. 

Zapraszam do odwiedzania strony. 

INFORMACJE TECHNICZNE:

1. Wysłanie uczestnictwa w konkursie oznacza akceptacje, że e-mail z którego zostanie wysłana odpowiedź zostanie upublicznione na stronie w postaci informacji "jankowalski@...".
2. Konkurs jest darmowy. Uczestnik nie ponosi żadnych kosztów. 
3. Zwycięzca konkursu zobowiązany jest o podanie prawdziwych danych osobowych w e-mailu potwierdzającym zwycięstwo, jaki zostanie wysłany przez administratora strony. Dane są wykorzystane wyłącznie do celu realizacji wysyłki. 

sobota, 5 maja 2012

Wielki Marsz - Stephen King [recenzja]

Wydanie najnowsze, Prószyński 2008
Książkę Wielki Marsz Stephen King napisał pod pseudonimem Richard Bachman w 1979 roku. W Polsce wydana została dopiero w 1992 roku przez wydawnictwo CIA Books, potem zaś wznawiana i wydawana przez inne wydawnictwa. Nie dziwne, ponieważ jest to pierwsza książka Bachamana wydana w Polsce, po drugie, książka to bowiem bardzo dobra, a więc nie ma się czemu dziwić. 
Cóż stanowi o tym, iż książka ta jest dobra? Niewątpliwie nowatorski pomysł fabularny, który jak to niemal zawsze u Kinga - został doskonale zrealizowany. 
Pomysł prosty, ale jakże genialny. 
Stu śmiałków zgłasza się do udziału w wielkim widowisku, show, które polega na nieustannym marszu przed siebie wyznaczoną trasą, wzdłuż jednego z amerykańskich stanów - stanu Maine. Rozpoczynają pierwszego dnia o ustalonej godzinie, idąc przez wszystkie pory dnia, nie zatrzymując się, bez odpoczynku, bez dodatkowego czasu na potrzeby fizjologiczne, bez możliwości odetchnięcia choćby na chwilę, by nabrać sił.  Wszystkie swoje słabości i potrzeby muszą w sobie stłamsić i zdusić już w zarodku, czyli przed startem. Trzeba wyrzec się wszystkiego i po prostu iść... dzień i noc, w burzy i w upalnym słońcu, drogą, która prowadzi przez miasta, wsie czy gęste lasy. Drogą, która po pewnym czasie staje się synonimem bólu i cierpienia. Każdorazowe zboczenie choćby na krok z wyznaczonej trasy oznacza jedno upomnienie, które nadawane są przez wyszkolonych i bezwzględnych żołnierzy. Nie wiedzą oni co to litość ani współczucie. Wykonują swoją pracę bez zmrużenia oka, wyposażeni w najnowocześniejsze urządzenia dzięki którym śledzą każdy ich krok -nawet w nocy.  Po trzech upomnieniach (może to być nie tylko zejście z trasy, ale każdorazowe spowolnienie kroku, oddanie moczu etc) uczestnik dostaje czerwoną kartkę i tym samym zostaje zdyskwalifikowany. Zostaje rozstrzelany na oczach wszystkich. 
Wielki Marsz jest coroczną rozgrywką i rozrywką. Nagrodą jest wysoka kwota pieniężna (choć w książce nie pada suma), a więc chętnych nie brakuje.
Zawodnicy muszą zmierzyć się nie tylko z ogromnym trudem i ograniczeniami swojego organizmu, z tym, że sił w końcu nawet najsilniejszym może zabraknąć, ale również z stałą presją jaką wywierają na nich bezwzględni żołnierze, strzegący bardzo ścisłych przepisów. Muszą również zmierzyć się w własną słabszą bądź silniejszą wolą, która bardzo często potrafi zawodzić, nawet w najbanalniejszych - wydawałoby się - sytuacjach. Muszą również obrać strategię marszu - w jaki sposób najlepiej będzie pokonać setki kilometrów? Iść i nie wadzić nikomu, czy popaść w konflikt i zniszczyć psychicznie swojego przeciwnika, by zniechęcił się do marszu, by odpadł..? A może iść, marząc tylko o nagrodzenie, zapominając o trudzie, jakim jest bezustanny marsz, i o ciągle padających trupach? Gdzie znaleźć złoty środek w mnogości sposobów, by dotrzeć - bez względu na wszystko - do mety?
Wielki Marsz to opowieść przerażająca. To wizja państwa amerykańskiego, które popadło już w erę rozgrywek totalnych i bezwzględnych gdzie wszystko to, co wywołuje przerażanie, szok i zainteresowanie jest dozwolone. Gdzie następuje zupełnie złamanie zasad etycznych, moralnych. Śmierć jest doskonałym tematem na widowisko. Słabość, w którą wyposażony jest każdy z nas, to rzecz, którą ciekawscy mogą oglądać godzinami, dobrze się przy tym bawiąc. 
Walka, konkurencja, eliminacja słabych, nieetyczne zasady - już tylko ten rodzaj rozrywki jest w stanie zaspokoić potrzeby spragnionych emocji Amerykanów. 
A uczestnicy żądni chwili sławy i pieniędzy są w stanie podporządkować się tym regułom i wejść do tej przerażającej i morderczej gry. Gry, w której zabójczo wyczerpujący marsz pozbawi ich dalszego sensu (nawet życia), w której zostaną pozbawieni już przyjemności, uczuć i jakiejkolwiek radości. W tym kilkudniowym show poznają własne słabości, odkryją granicę ludzkich możliwości, okropieństwa i nieczystej rywalizacji. 
Tutaj liczy się tylko jedno - iść przed siebie. Iść za wszelką cenę...


środa, 2 maja 2012

Bonnie Winter - Graham Masterton [recenzja]

Polskie wydanie z 2001 r.
Bonnie Winter to opowieść o nieszczęśliwej i niespełnionej na polu rodzinnym i zawodowym kobiecie w średnim wieku, która na co dzień zajmuje się kompleksowym sprzątaniem miejsc zbrodni. Kiedy policja zrobi już swoje, Bonnie wkracza do akcji. Nie jest to, jak łatwo się domyślić, szczyt jej zawodowych marzeń, tym bardziej, że najbliżsi z jej otoczenia często wypominają jak może zajmować się czymś tak ohydnym. Dodatkowo całą pulę jej nieszczęść dopełnia bezrobotny mąż, który całymi dniami siedzi przed telewizorem i narzeka na czym świat stoi.
Każdy kolejny dzień to czas przepełniony nieprzyjemnym i makabrycznym widokiem rozrzuconych ciał i wyschniętej krwi. Pewnego dnia podczas sprzątania jednego z mieszkań Bonnie na miejscu zbrodni znajduje pełzającą larwę. Początkowo nie traktuje tego dziwnego znaleziska poważnie i wyrzuca robaka do śmieci. Bonnie przyjmuje kolejne zlecenia. Problem w tym, że na każdym kolejnym miejscu zbrodni kobieta znajduje następne larwy. Zaniepokojona dziwnym zbiegiem okoliczności postanawia oddać larwę do badania do laboratorium. Wyniki okazują się być zaskakujące: owa brzydka larwa to bardzo rzadki gatunek motyla o nazwie niepylak mnemozyne, który występuje niemal wyłącznie na terenie Meksyku. 
Pewnego dnia Bonnie znajduje w swoim domu znaną jej larwę. W tym samym czasie znika jej mąż i syn, a Bonnie w żaden sposób nie może sobie przypomnieć co robiła poprzedniego dnia. Czyli wtedy, kiedy widziała ich po raz ostatni...
Wydanie angielskie
    Jeśli uznać, że w horrorze najważniejszy jest strach, to Bonnie Winter nie wypada najlepiej. Jest oczywiście kilka momentów, które powodują duchotę (gorąc miejsca akcji), obrzydzenie oraz lekki strach. Ale to tylko wpadkowa kilku czynników: surowego miasta, które poznajemy wyłącznie z punktu widzenia bohaterki sprzątającej na co dzień miejsca zbrodni oraz - ciekawego pomysłu z larwą, która jest wcieleniem tajemniczej pradawnej bogini. A to powoduje, że nie jesteśmy w żaden sposób przewidzieć co stanie się za chwilę. Co ma wspólnego tajemnicza i ohydna larwa z miejscami okrutnych zbrodni? 
   Bonnie Winter to króciutka opowieść, która zabiera nas w klimaty gorącego miasta Santa Monica, nieprzyjemnego świata biznesu, walki Amerykanów z Meksykanami na tle rasowym, obraz cierpiącej kobiety, która pracuje od świtu do nocy by utrzymać swoją rodzinę. Czysty realizm... z domieszką tajemniczego świata demonów, meksykańskich legend i najbrudniejszych okropności spływających ze ścian...

Niedawno nakładem wydawnictwa Replika wydana została Bonnie Winter ze zmienionym jednak tytułem: Trauma


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...