niedziela, 17 sierpnia 2014

Głos - Arnaldur Indridason [recenzja]

Reykjavik, zimowa pora, święta za pasem. W dużym hotelu pełnym gości zostaje zamordowany portier. Właśnie jak co roku miał się udać na zabawę choinkową, przebrany za Świętego Mikołaja; od wielu lat pracował i mieszkał w hotelu, w maleńkim pokoju. Kto mógł zabić tego niemłodego już, samotnego mężczyznę?

Głos
W powieści niewątpliwie jest to motyw dominujący, od którego wiele zależy, który rozbrzmiewa w myślach głównych bohaterów. Głos. To on rozbrzmiewa z kart powieści, to on daje się słyszeć wszędzie tam, gdzie słychać milczenie - tych, który powinni mówić.

Jedną z największych wad tej książki jest jej monotonia. Bohater snuje się po hotelowych korytarzach, próbując rozwikłać zagadkę zabójstwa jednego z pracowników, starszego portiera, którego znaleziono zadźganego w swoim pokoju, a właściwie minimieszkaniu, znajdującym się w hotelowych piwnicach. 
Komisarz to typ, który rozpamiętuje swoją przeszłość, jest samotnikiem z wyboru, o spokojnym usposobieniu. Typowy policyjny nudziarz, który na tle innych bohaterów kryminalnych powieści, nie zupełnie wyróżnia się niczym. Taka typowa klisza policjanta śledczego, jakich pełno w powieściach.
Ale owa monotonia, o której wspominam wyżej, to również pewna powtarzalność, która jest męcząca. Dwukrotnie powtarzane historie, opowiadane przez bohatera, wspomnienia, jakieś mikroopowieści., które bez końca słuchamy. Czytając tę powieść miałem wrażenie, że ktoś traktuje mnie trochę niepoważnie, jakby trzeba mi było co chwilę powtarzać to samo: a to dzieciństwo głównego bohatera, a to dzieciństwo innego bohatera. Miałem więc wrażenie, że ktoś się nie postarał, by było oryginalnie, ciekawie i zaskakująco. 
Wieje islandzką nudą, płaską i niewyróżniającą się atmosferą, chociaż...
...sama historia kryminalna jest ciekawa, ale opowiedziana płaskim językiem, mało dynamicznym. Jakoś tak flegmatycznie i mało intrygująco. Można było opowiedzieć zdecydowanie ciekawiej, bo sama opowieść jest wciągająca. Gdyby wyciąć trochę niepotrzebnych wstawek i fragmentów, wałkowanych bez potrzeby, można by otrzymać bardzo wysokiej jakości kryminał.
A tak mamy nużącą opowieść, wspomnienia, które jakoś średnio komponują się z całością.


PS

Niestety polskie wydanie książki (Lato z kryminałem 2012) zostało słabo przygotowane, bowiem aż trzech korektorów wypuściło do druku tekst z pomyłkami:

str. 115 - „Ani jednaj rozmowy” - zamiast „jednej”
str. 145 - „Z czasem Gudlaugur się coraz bardziej się izolował…” - dwa razy „się”.
str. 240 - „Wszyscy rzeczywiście przeżyliśmy szok. Największy szok, jak możesz sobie wyobrazić” - moim zdaniem powinno być „jaki możesz sobie wyobrazić”
str. 271 - „Sigurdur Oli odstawił filiżankę i sięgnął po ciasteczko. -kiedy był gwiazdą…” - brak spacji, a dialog rozpoczęty małą literą.


Przykre to i słabe, że w dobie elektronicznie sprawdzanego tekstu, aż trzy osoby od korekty, redaktor (i pewnie inni) nie dopatrzyli się ww. pomyłek. 
Oczywiście masy redaktorskich wpadek nie wliczam w ocenę końcową.



środa, 13 sierpnia 2014

Purpurowe rzeki - Jean-Christophe Grange

Malownicza górska Francja, gdzieś na styku z Alpami. Lodowa kraina skuta zmarzniętymi emocjami, chłodem ludzkich czynów i idei. Nieopodal miasteczka uniwersyteckiego Guernon zostają odnalezione pokaleczone zwłoki młodego mężczyzny. Ciało zawisło wysoko na skalnej ścianie. Sprawa zostaje przydzielona wybitnemu specjaliście, policjantowi z kryminalną i wręcz sadystyczną przeszłością, który został przysłany specjalnie z Paryża. Pierre Niemans próbuje zmierzyć się z tym trudnym i nietypowym śledztwem. Jak się okazuje, to dopiero początek okrutnych mordów popełnianych na mieszkańcach górskiego miasteczka. W tym samym czasie, niemal równolegle do toczącego się śledztwa, inny francuski policjant Karim Abdouf próbuje wyjaśnić zagadkę profanacji grobu chłopca, który zginął przed laty w wypadku samochodowym. Nieznany sprawca włamuje się do grobowca. Wszystko wskazuje na to, że to robota miejscowych skinów. Policjant szybko próbuje sprawdzić, jak, i dlaczego to zrobili. Jednakże po bardzo szybkim i niezwykle brutalnym przesłuchaniu okazuje się, że to nie oni stoją za zbezczeszczeniem grobu. Pozornie łatwe śledztwo powoli zmierza w zupełnie nieznanym i mało oczywistym kierunku. Wszystko się komplikuje, gdy drogi obu policjantów niespodziewanie się ze sobą zbiegają. Co łączy te dwie sprawy? 
Grange, francuski mistrz intrygi i mocnych thrillerów Purpurowymi rzekami udowodnił, że jest mistrzem tworzenia nietuzinkowych opowieści, a w opowiadaniu mrocznych historii, jest niemal niedościgniony. I tyle z recenzji, bo właściwie wszystko co chciałbym napisać, musiałoby zostać poprzedzone przymiotnikiem „doskonały”, „rewelacyjny”, „oryginalny”. Bo rzeczywiście Grange pisze bardzo dobrze. 
Główny bohater to z krwi i kości przesiąknięty kawał twardego charakteru. Drugi bohater również nie należy do przyjemniaczków, a nim pokazał, co potrafi, czytelnik poznał dobrze jego charakter i historię. A więc znów na plus.
Świetnie odrysowane miejsca, doskonały i praktycznie niepowtarzalny (w literaturze) klimat mroku, ziemna i gór. 
Motyw, śledztwo, dynamika... Wszystko pięknie skomponowane i wyważone.

Coś wspaniałego.


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...