sobota, 17 maja 2014

Mons Kallentoft - Wodne anioły [recenzja]

Wodne anioły to pierwsza część nowej serii o Malin Fors inspirowanej czterema żywiołami.
W jednej z bogatszych dzielnic Linköpingu znaleziono zwłoki. Zamordowano małżonków, a ich pięcioletnia córka Ella zaginęła lub również została zamordowana, jednakże dopóki nie znajdą ciała, zakładają, że to porwanie. Policjanci rozpoczynają intensywne poszukiwania. Kto miał powód, aby zamordować dwoje młodych, zamożnych ludzi? Co się stało z dzieckiem? Każdy dzień śledztwa przynosi coś nowego, a wszystko wskazuje na to, że piękna fasada pozorów może skrywać w sobie mroczne tajemnice. Cały czas policjanci czują oddech kogoś, kto za tym wszystkim stoi. Policja robi wszystko, by odnaleźć porywaczy dziecka. Kim oni są? Czy to zorganizowana szajka, jakiś desperat, ktoś bliski, a może jednak Ella nie żyje, a jej zwłoki zostaną odnalezione w niedalekiej przyszłości? Policja zakłada każdy scenariusz. Śledztwem kieruje Malin Fors. Policjantka która penetruje, poznaje i bada najgorszą stronę tego szarego miejsca, w którym pod fasadą ładnych domów, pięknych wygodnych ubrań, czają się demony, które chcą zniszczyć ten ład i porządek.
Wodne anioły, siła żywiołów, niepewność, strach, które siedzą w myślach głównych bohaterów – to obraz najnowszej powieści Monsa Kallentofta, pisarza, który stworzył nową jakość kryminałów. Pisarza, który wykreował gorzki i szary świat niedużego szwedzkiego miasta. Pokazał nam jego koszmary, złe sny, krew, przestępstwa i alkohol.
Kallentoft przyzwyczaił nas, że nie będzie nas oszukiwał ani głaskał po głowie grzecznymi słowami. Nie będzie mydlił oczu, ani niczego udawał. Będzie mówił wprost, tak, jak jest. Będzie opisywał świat dokładnie taki, jaki potrafi być, jaki potrafi się jawić w swoim surowym, niewygładzonym obliczu. A ponieważ pisze językiem wyrafinowanym, każde słowo - mam wrażenie - waży, mamy więc szansę dostrzec to, czego zwykle nie dostrzegamy, mamy szansę poczuć te szare miasto, niczym sami bohaterowie.
Wodne anioły to książka, chciałbym rzec, wysublimowana, ale na swój sposób. To, co cechuję tę książkę, to niewątpliwie odmienny język i inny sposób opowiadania historii. Pomijam, że Kallentoft pisze inaczej, używa czasowników w czasie teraźniejszym, co jest dzisiaj dużą rzadkością, ale to, co inne i nietypowe, to to, że pisze z kilku perspektyw. Ujmuje świat z tylu punktów widzenia, że chwilami czujemy się tak, jakbyśmy wirowali. Mamy oto przywoływane głosy samych bohaterów, ale i samych zmarłych. Widzimy to, co oni. Słyszymy to, co i oni słyszą. Czujemy się tak, jakbyśmy byli ponad tym wszystkim. Śledzimy Malin z góry, słyszymy, co umarli jej szepcą, by potem, w mig, stać się Malin, która słyszy głosy wokół niej. Głosy zmarłych.
Nie będę ukrywał, że – podobnie jak w pierwszej powieści Kallentofta, którą kiedyś miałem przyjemność czytać i recenzować – długo nie mogłem się nastroić do tego typu narracji, ponieważ czułem, jakby coś zgrzytało mi między zębami. Potem jednak, z każda kolejną stroną, wchodziłem w ten świat, łączyłem się z nim, a potem, po kilkudziesięciu stronach nie mogłem już się od niego uwolnić. Kallentoft jest magikiem, który czaruje. Magnetyzuje swoich czytelników trudnym światem, szorstkim językiem, ale robi to celowo. I doskonale. Chce opowiedzieć nam trudną, brutalną historię. Chce opowiedzieć dosłownie, prosto w oczy.

A jest o czym opowiadać, bowiem Wodne anioły to jeden z najciekawszych kryminałów, jaki kiedykolwiek czytałem.


Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...