sobota, 26 września 2015

David Morrell - Totem [recenzja]

Akcja powieści Totem dzieje się w latach siedemdziesiątych w niedużym amerykańskim miasteczku Potter's Field w stanie Wyoming. Tu tutaj u podnóża gór w sennym miasteczku zaczynają dziać się dziwne zdarzenia. A cała masakra zaczyna się od niewinne leżących zwłok, które znikają z prosektorium już zaraz po przywiezieniu. Początkowo lekarze sądzą, że zapodziały się w szpitalu albo ktoś przewiózł je do innej sali, ale później okaże się, że zniknęły naprawdę. Sprawą zajmuje się szeryf, Nathan Slaughter, policjant z krwi i kości, który sprawuję władzę w mieście od kilku lat po tym jak przeprowadził się w to miejsce z ogromnego i traumatycznego Detroit.
Zniknięcie zwłok ze szpitala to początek tajemniczych wydarzeń. W mieście zaczynają grasować wściekłe psy, które z ogromną determinacją i zawziętością atakują wszystko, co spotkają na swojej drodze. Niestety, poprzez ugryzienie, zarażają inne stworzenia... I ludzi.

Totem Davida Morrella, choć jest horrorem napisanym ponad 40 lat temu, to w ogóle nie czuć, aby jakikolwiek element powieści się zestarzał. Świetne tempo akcji, niemal każdy rozdział kończy się pewnym elementem niedopowiedzenia, przez co trudno oderwać się nam od lektury.

Podobają mi się wykreowani bohaterowie, mimo iż niewiele o nich wiemy. Nie znamy za bardzo ich historii, nie znamy ich rodzin, ale i tak o dziwo są stosunkowo prawdziwi. Niemal jednym albo dwoma zdaniami autor kreśli ich rys charakterologiczny tak przekonująco, że aż trudno w ogóle uwierzyć, że tyle wystarczy, i że jest to możliwe. Ale jemu się udaje. Bohaterowie są albo dobrzy, albo źli. I tacy, którym zależy na rozwiązaniu sprawy tajemniczych zgonów, ale i tacy, co to zachłannością i dbaniem o własny interes chcą zagarnąć dla siebie jak najwięcej.

Typowe amerykańskie miasteczko które opanowane zostało przez jakieś odrodzone i nikomu znieruchomiałe zło, miasteczko, w którym każdy każdego zna (trochę jak z Kinga), staje się doskonałym materiałem na tego typu fabułę. Można tu bowiem pokazać z dużą umiejętnością i ciekawy podział społeczeństwa, różne relacje, ale i... zwielokrotnić odczuwany strach. Nic bowiem lepszego dla takiej opowieści, jak właśnie z pozoru senne i spokojne miasto, bezpieczne, gdzie każdy się z każdym zna. To właśnie w takich miejscach najłatwiej o zrodzenie wysokiego pułapu strachu.

Niestety według mnie powieść jednak finalnie rozczarowuje, choć w gruncie rzeczy, aż niemal do samego końca, trzyma w napięciu jak horror najlepszej klasy. Rozczarowuje sam finał, który pozostawia spory niedosyt. Czuję pewien brak, którego nie umiem sobie niczym uzasadnić. Jakbyśmy zostali trochę wyprowadzeni w niedokończoną opowieść.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...