sobota, 22 grudnia 2012

Jarosław Grzędowicz - Pan Lodowego Ogrodu [recenzja]

Przyznaję, że zrobiłem to wbrew sobie, bo założyłem  że nie będę tutaj pisać recenzji książek fantastycznych. Może nie tyle fantastycznych (tak stricto), ale tych, które wydawcy zaliczają do fantastycznych . A czasami, zwłaszcza dzisiaj, tę cienką linię odnaleźć; co jest fantastyką, co horrorem, a co jeszcze  inną hybrydą w której są potwory, jest bardzo trudno. Niemniej, z pełną świadomością sięgnąłem po książkę Pan Lodowego Ogrodu, wiedząc, że nie jest to ani horror, lecz zmącona fantastyka. Bo coś mnie tknęło, coś się we mnie poruszyło. Zadziałała chyba machina ogromnej kampanii reklamowej, jaką uruchomiła Fabryka Słów i poddałem się tej ogólnej modzie na współczesną fantastykę z lubelskiego wydawnictwa. Uznałem, że skoro tyle się o tym mówi, tyle pisze, to może jednak warto spojrzeć na ten cykl, by samemu móc też wyrobić zdanie na ten temat.
Sięgnąwszy po książkę nie bardzo wiedziałem czego mam się spodziewać. Jak się okazuje, fabuła do najprostszych nie należy. Bo oto w długą i międzygalaktyczną (?) podróż wyrusza tajemniczy Drakkainen. Ma on za zadanie odnaleźć i ewakuować grupę zaginionych naukowców ze stacji badawczej. Jak się okazuje po wylądowaniu - stacja jest pusta i ani śladu po członkach ekipy. Drakkainen wyrusza w podróż pod nieznanym mu świecie, by dowiedzieć się czegoś więcej na temat tajemniczego wydarzenia w stacji. Co się tam stało? Kto zawinił? W jaki sposób i dlaczego nikt nie jest w stanie udzielić mu żadnej wskazówki, ani też podpowiedzi, co stało się z naukowcami. Wędrówka przez nowy świat okazuje się dla głównego bohatera nie lada wyzwaniem, poznając stopniowo świat - świat bardzo tajemniczy i zagadkowy - w którym nie wszystko jest takie proste, jakby się wydawało, będzie musiał on niejeden raz stawić czoła nieprzyjacielowi, udowodnić to, że nie jest wrogiem, czy też walczyć o swoje życie.
Powieść Pan Lodowego Ogrodu to utwór niejednoznaczny, ani nieprosty. Początkowo trudno jest się w całej tej ogromnej przestrzeni odnaleźć, i zrozumieć wszystko to, co się w nim dzieje. Ludzie, choć bliźniaczo podobni do ludzi z Ziemi, mają podobne potrzeby, podobne myśli. Rozumują i działają podobnie, choć na innych zasadach i postępują według innego kodeksu moralnego. Mimo to, choć podobni, są tak naprawdę inni. 
W międzyczasie mamy jeszcze jedną opowieść - o Filarze, młodym synu cesarza Amitrajów i Kirenenów. Jego losy są równie tajemnicze i nijak mają się do wątku z Drakkainena. 
Co łączy ze sobą te obie opowieści? Wydaje się, że odpowiedź na to pytanie kryją kolejne opasłe tomy.
Dużym plusem powieści jest bardzo konsekwentne trzymanie tajemniczego klimatu. Książka jest pewnym śladowym zapisem. Nie dosłownym, ale właśnie takim fragmentarycznym. Brak w niej bezpośrednich i rozbudowanych opisów, przez co mamy wrażenie, że... to nie pisarz, lecz my sami musimy stworzyć sobie ten świat. Sami wiele musimy sobie dopowiedzieć i narysować tę całą literacką przestrzeń.
Polecam.



niedziela, 9 grudnia 2012

Nowy blog - Kolekcja książek Grahama Mastertona


Mam przyjemność zaprosić wszystkich Czytelników do odwiedzenia i śledzenia mojego nowego bloga, w którym będę się bliżej przyglądać wszystkim wydaniom książek Grahama Mastertona, jakie ukazały się w języku polskim.
A że do Mastertona mam sentyment dość duży, kolekcję książek też już sporą, to postanowiłem zrobić coś, czego nikt wcześniej (przynajmniej taką mam nadzieję) nie zrobił: Zaprezentować wszystkie polskie wydania jego książek.
Cel duży i mam nadzieję, ciekawy, a może i pomocny.

Od dziś będzie można śledzić nowe wpisy (nowe książki). Z czasem, gdy będzie już więcej wpisów, blog ulegnie pewnemu uporządkowaniu.

Zapraszam:
Graham Masterton

czwartek, 6 grudnia 2012

Szczury - James Herbert [recenzja]

Szczury (1974 wyd. pierwsze, 1993 wyd. polskie) to jedna z powieści wchodzących już w niemal mityczną i legendarną serię horror wydawaną w latach 90 przez wydawnictwo Amber. I jedna z tych, dzięki którym już tamtych latach można się było zapoznać z twórczością tego bardzo dobrego, choć niestety zupełnie zapomnianego pisarza. A szkoda.
Fabuła powieści jest bardzo prosta. Londyn zostaje zaatakowany przez niebezpieczną odmianę wielkich szczurów. Wychodzą z niemal każdego brudnego i zapomnianego zakątka - ze ścieków, piwnic, czy innych kanałów i szczelin. Te bezlitosne bestie nie znają granic, zjadają wszystko to, co napotkają na swojej drodze. Grasują stadami. Sieją spustoszenie nie tylko wśród bezbronnych i zapomnianych bezdomnych, ale także wśród większych mas ludzi - w szkołach, oraz tam, gdzie człowiek zawsze czuje się bezpieczny - w swoich domach.
Nikt nie wie co się dzieje. Społeczeństwo jest zdezorientowane. Skąd pochodzą szczury? Jak się rozmnażają, no i dlaczego atakują ludzi?! Nikt, nawet pewna siebie policja nie jest w stanie zatrzymać te bezlitosne bestie, które żywią się wszystkim, zwłaszcza ludźmi. Straż pożarna ze swoimi sikawkami tylko na moment odstrasza gryzonie, które - schowawszy się na moment w suche miejsce - powracają jeszcze bardziej żądne ludzkiego mięsa. Kto i w jaki sposób wreszcie zakończy to piekło?
Szczury to powieść trzymająca w napięciu niemal cały czas. Nie ma zbędnych postojów (na co jestem uczulony), nie ma zbędnego gadania o niczym. Jest krótko, krwawo i bezlitośnie.
Czytelnik zaś przez Herberta został obezwładniony ilością sensownej i dobrze poprowadzonej akcji. A zakończenie, na szczęście, jest dość satysfakcjonujące. Na tyle, by można powiedzieć, że to dobra powieść. Jedna z tych, która spowoduje, że czas na jej przeczytanie, nie uzna się za zmarnowany.



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...