wtorek, 31 lipca 2012

Jo Nesbø – Pentagram [recenzja]


"Ulice Oslo przemierza groźny Kurier Śmierci. Na miejscu zbrodni pozostawia charakterystycznie okaleczone zwłoki. Norweska policja mobilizuje wszystkie siły, by pojmać sprawcę i zapobiec kolejnym zabójstwom. W walce z nieuchwytnym mordercą sprzymierzają się dwaj odwieczni wrogowie: komisarz Harry Hole oraz Tom Waaler – niezwykle utalentowany śledczy.
Harry przechodzi trudne chwile. Szarpany nałogiem, dręczony niewyjaśnioną śmiercią Ellen, swej byłej partnerki, czuje, że jego życie osobiste i zawodowe rozpada się. Sprawa Kuriera Śmierci ma być ostatnią w jego tak błyskotliwej dotąd karierze…
Pasjonująca, sensacyjna akcja powieści zmierza do niezwykle dramatycznego finałowego pojedynku".
Wydawca na szczęście nie zdradził w tym skromnym opisie zbyt wiele elementów fabuły, bo, jak wiadomo, niektórzy wydawcy mają z tym problem, by odpowiednio wyważyć opis książki. Tak, by nie opisywał zbyt wiele, bo przecież nie po to czytamy, nie po to "wchodzimy" w akcje, zwłaszcza kryminalną, by ktoś nam niepotrzebnym zdaniem bądź słowem zniszczył całą przyjemność. 
Zacznę od krytyki.
Nesbø, co stało się już powszechną tradycją niemal na całym świecie, szasta na prawo i lewo możliwymi nazwami marek, oczywiście realistycznych, prawdziwych, chwilami aż robi się niesmacznie. Oczywiście, jedna marka na kilkanaście stron to niby nic złego, przecież nasze oczy tak szybko czytają, że można w ogóle czasem tego nie wyłapać, nie spostrzec, jak gdzieś między wyrazami dochodzą do nas przez szczeliny nieuwagi nazwy europejskich reklam. O ile jeszcze przełknę chyba najpowszechniejszą „reklamę”, którą czasem trudno jest uniknąć - czyli "reklamę" samochodu, o tyle nigdy nie zrozumiem, po co stosować w powieści marki producenta wind czy telewizorów. No po co? Czy naprawdę zostanie mocno zubożona nasza wyobraźnia, nasza wizja, jeśli autor nie doda tego jednego, jedynego słowa, które akurat do samej akcji nic, kompletnie nic nie wnosi? Jaką dla nas jest wartością to, że wiemy jakiej marki jest winda, którą wjeżdża bohater?
Po drugie, początkowo akcja zbyt rozwlekła, ukazująca bohatera zmagającego się ze swoją chorobą alkoholową. Niby w porządku, owszem, Harrego Hola musimy poznać, musimy wiedzieć, kim jest, ale opisywanie tego na tylu stronach może być zbyt nużące – bo ciekawe to to nie jest. Jest po prostu nudne. Zwłaszcza, że goni nas ciekawość, co z tym seryjnym zabójcą.
Po trzecie, zawiodła polska redakcja. Znalazłem w książce jeden błąd ortograficzny, podwójna spację (w dialogach), oraz spację w połowie, która dzieli niepotrzebnie wyraz na skrzydełkach okładki w notce biograficznej autora: „Cykl licząc y…”. Niby drobnostka, ale jednak ktoś się nie postarał, by było bez błędów.
Co do zalet. Gdyby nie te trzy powyższe minusy (a właściwie dwa, bo trzecia dotyczy tylko polskiego wydawcy), książkę uznałbym za idealną pod każdym względem. 
Mamy doskonale napisany kryminał, w którym precyzja fabuły, akcji i pomysłów dorównuje precyzji szwajcarskich zegarków. Szczegół goni szczegół. Śledztwo – początkowo – wydaje się niemożliwe do rozwiązania. Owszem, chwyt literacki opierający się na takiej zasadzie, że Harry Hole zażył narkotyk, miał wizję i wpadł na genialny pomysł, który posuwa śledztwo o krok kilowy, jest pewnym ułatwieniem w przeskoczeniu niemożliwego, przejścia z martwego punktu nieco dalej. Bo przecież, na pospolity rozum, domniemam, że gdyby nie ten cudowny specyfik sprawa ciągnęłaby się jeszcze przez długi, długi czas. Albo nie posunęła się by w ogóle. Nie jest zarzut, co najwyżej pewne wyłapanie tych szczelin, który się powszechnie nie zauważa. Przyjmujemy to jako właśnie ten „geniusz” komisarza i przymykamy na to oko.
Rzecz naprawdę bardzo dobra. A jeśli ktoś lubi seryjnych i psychopatyczny zabójców, to jest to dla niego lektura obowiązkowa.


Bastion - Stephen King [recenzja]


Stany Zjednoczone atakuje bardzo silny i szybko rozwijający się wirus. A wszystko zaczyna się od pojedynczej ofiary – choroba zaraża żołnierza, który pracował w tajnej jednostce wojskowej. Zdając sobie sprawę, że rozprzestrzenienie się wirusa może zabić jego i jego rodzinę, postanawia czym prędzej uciec z zarażonego terenu, w nocy, byle dalej. Porzucają wszystko i uciekają przed siebie w głąb Stanów. Tym oto sposobem mężczyzna zaraża również swoją partnerkę oraz dziecko. Potem łańcuch wirusa rozprzestrzenia się w galopującym tempie, dalej, i dalej...
W konsekwencji ginie większość społeczeństwa; ludzie umierają w domach, na ulicach, w samochodach, w pracy. Giną niemal wszyscy mieszkańcy wielkich miast, wsi i miasteczek. Śmierć pojawia się wszędzie tam, gdzie dotrze niewidzialny i bardzo niebezpieczny wróg – epidemia supergrypy. Bo tak właśnie ów wirus został nazwany przez rząd i władzę, nim ci również stali się jej ofiarami.
Bardzo niewielka część społeczeństwa (nazwałbym ich wybrańcami) unika zarażenia. Żyją normalnie. Nie chorują, nie słabną, nic im nie dolega. Jedyną tragedią, jaka ich spotkała to widok, na który byli narażeni – wszędzie na swojej drodze napotykają trupy. W domach, urzędach, sklepach. Jedyne co muszą zrobić, to przetrwać. Wydawałoby się, że zadanie banalne. Drugą tajemnicą ich przetrwania, to to, że wszyscy oni śnią nocą ten sam sen, a właściwie sny - raz wzywa ich do siebie stara Murzynka (dobro), a innym razem Mroczny Książe. Każdemu, kto przetrwał ów kataklizm, epidemię, śni się to samo. Każdy z nich musi teraz wybrać drogę, którą będzie podążać. Musi wybrać między dobrem, a złem. 
Po niemal całkowitym spustoszeniu, jaką wyrządziła supergrypa musi odrodzić się na nowo społeczeństwo, społeczeństwo zorganizowane, sprawne, gotowe do podjęcia na nowo odbudowy tego, co zostało utracone.
I tak oto poznajemy przez te ponad 1100 stron losy poszczególnych bohaterów, którzy zmierzają ku swojemu celowi. Jedni idą za głosem starej Murzynki (za Bogiem), inni za Mrocznym Księciem (diabłem).
Czym jest więc tytułowy bastion? To grupa czterech wybrańców (którzy są po stronie Dobra), których wybrał sam Bóg, by zmierzyć się ze Złem, jakie odrodziło się po gigantycznej epidemii, i jaka wyniszczyła niemal całe społeczeństwo. To kilu mężczyzn, którzy mają unicestwić nadprzyrodzoną istotę, Mrocznego Księcia, Człowieka Odległych Mil, który przybrał ludzkie kształty i rządzi w Las Vegas. To on jednoczy wokół siebie ludzi, którzy przeżyli epidemię; ludzi złych, bezwzględnych, którzy są w stanie oddać swoje życie, by jemu służyć. I czynić zło.
Bastion to najdłuższa powieść Kinga. Zdecydowanie to nie horror, ani też nie jest to powieść z gatunków pogranicznych, lecz dzieło, w którym autor snuje wizję świata (Ameryki) po wyginięciu większości społeczeństwa, tego, jak się owo społeczeństwo odradza (stopniowo), tworząc i organizując znów strukturę władzy, różnych podziałów, obowiązków oraz odbudowy tego, co zostało zniszczone. 
Powieść pełna elementów fantastycznych, nadrealistycznych, czasem wręcz aż niemożliwych. Ale to tylko fikcja. Fikcja, w której kingowski styl i sposób opowieści został doprowadzony do zenitu – tutaj kumulują się wszystkie wady i zalety jego pisarstwa, ponieważ te grubo ponad tysiąc stron to nie tylko czysta akcja, ale masa odwołań, przypowieści, muzyki (tak!), anegdot, czy innych historyjek, której składają się na całość.
Bastion, by podsumować to jednym zdaniem, to opowieść o niebezpieczeństwie, jakie niesie za sobą przechowywana w bazach wojskowych broń biologiczna, to opowieść o przetrwaniu, o wędrówce, o tworzeniu się nowego społeczeństwa, o miłości, o religii, o Bogu, o złu… to powieść wielowarstwowa, którą można czytać na kilka sposobów – a każdy z nich, każdy ze sposobów odczytania sensu powieści jest dobry.
Książce tej nie brakuje niczego. 


wtorek, 24 lipca 2012

MOJE ZAKUPY #3

Dawno nie dodawałem żadnych nowych zdjęć moich zakupów, dlatego poniżej prezentuje swoje nowe nabytki lipcowe. Jak zawsze, stawiałem głównie na Kinga i Mastertona (zbieram ich wszystkie książki we wszystkich polskich wydaniach), choć tego drugiego kupiłem tylko jedną pozycję.

Stephen King - Czwarta po północy, bardzo dobry stan
Stephan Mani - Statek, nowa
Cienie spoza czasu, wstęp S.T.Joshi (zbiór opowiadań), nowa
Robert Harris, Ghostwriter, nowa
Stephen King, Mroczna wieża tom 4, Czarnoksiężnik i kryształ, nowa
Stephen King, Mroczna wieża tom 7, Mroczna wieża, nowa
Aleksandra Marinina, Złowroga pętla, nowa
Martha Grimes, Pod Anodynowym Naszyjnikiem, nowa
Graham Masteron, Wendigo, nowa
Paweł Kornew, Sopel (tom 1, 2), bardzo dobry stan,
Stephen King, Jak pisać. Pamiętnik rzemieślnika, nowa
Jo Nesbo, Pentagram, nowa
H.P. Lovecraft, Najlepsze opowiadania (tom 1, 2), nowe
H.P. Lovecraft, Droga do szaleństwa, nowa
Stephen King, Mroczna połowa, nowa
Stephen King, Bastion, nowa
Stephen King, To, nowa
Mons Kallentoft, Jesienna sonata, nowa


(po kliknięciu na miniaturę zdjęcie się powiększy)

wtorek, 17 lipca 2012

Wendigo - Graham Masteron [recenzja]

Agentka nieruchomości Lily Blake padła ofiarą brutalnego napadu we własnym domu. Nieznani sprawcy przywiązują ją do krzesła, porywają jej dzieci, podpalają mieszkanie, a potem znikają. Lily dzięki sprytowi cudem udaje się przeżyć. O napaść i porwanie podejrzewa swojego męża, z którym dawno temu się rozwiodła, a od jakiegoś czasu prowadzi z nim wojnę w sądzie o prawa do dzieci. Do porwania wykorzystał organizację FLAME. Sprawę porwania dzieci przejmuje FBI, które wszystko co i jego mocy, by odnaleźć dzieci. Nie jest to jednak łatwe zadanie.
W tym samym czasie Lily decyduje się skorzystać z usług podejrzanego, choć rzekomo skutecznego prywatnego detektywa. Początkowo niechętnie podchodząca do tego pomysłu zdesperowana kobieta decyduje się na współpracę. On zaś poznaje Lily z tajemniczym Indianinem, który gwarantuje odnalezienie dzieci przy pomocy skutecznego i bezwzględnego indiańskiego ducha Wendigo. Cenę, jaką musi zapłacić, jest oddanie Indianinowi świętej ziemi leżącej nad jeziorem Mysery, która kiedyś należała do Indian.
Oferta tajemniczego i przekonującego Indianina brzmi tyleż kusząco, co podejrzanie. Lily ostatecznie decyduje się na współpracę.
Wendigo podąża za śladem dzieci... W tym przypadku, to on jest sprzymierzeńcem białego człowieka,działa na jego polecenie. Co jednak jest w stanie zrobić niebezpieczny i bezwzględny duch lasu, jeśli zleceniodawca (a właściwie zleceniodawczyni) nie wywiąże się z zobowiązania i zignoruje warunki umowy?
Wendigo (wym. łendigo) to klasyczna powieść Mastertona, która realizuje znaną i opracowaną poetykę horrorów przez tegoż autora. Nie ma co ukrywać, jest to sprawnie napisana książka. Czy to, że pisarz podąża pewnym schematem to zarzut i czyni tę książkę mało atrakcyjną? W tym przypadku uważam, że nie. 
Owszem, nie ma się co spodziewać rewelacji, nie ma co żądać nowatorskich rozwiązań, zaskoczenie. Jest dobrze, bo choć schemat sprawdzony i trochę już znany, ale bardzo dobrze zrealizowany. Postaci dobrze wyważone, autor nie każe poznawać nam trzeciorzędnych i zbędnych historii życia bohaterów, są one wyraziste i dość czytelne.
Czego chcieć więcej? Jeśli nastawiamy się, że horror ma zaspokoić naszą potrzebę oderwania się od rzeczywistości i wejścia w sprawną historię grozy, to Wendigo na pewno spełni nasze oczekiwania. W jeden lub dwa wieczory.



21:37 - Mariusz Czubaj [recenzja]

Latem w niewielkim lesie pobliżu Centrum Olimpijskiego na warszawskim Żoliborzu zostały znalezione zwłoki dwóch młodych mężczyzn. Brutalnie zamordowani przez uduszenie mężczyźni to seminarzyści pobliskiego seminarium duchownego, które znajduje się nieopodal kościoła im. księdza Popiełuszki. Ofiary zginęły przez uduszenie, a zabójca pozostawił na ich głowach ślady szminki. Na głowie jednego z nich widniała liczba 21, drugiego – 37. Warszawska policja powołała od razu specjalną grupę do rozwiązania tajemniczej śmierci seminarzystów, do której to również został włączony katowicki specjalista od psychopatów i seryjnych morderców – Rudolf Heinz. Starszy i doświadczony śledczy, który nie dość że musi zmierzyć się z nowym, trudnym zadaniem, dodatkowo nieustannie zmaga się cały czas demonami przeszłości, jakie go prześladują. Sprawę i życie komplikuje mu dodatkowo niesforny syn, z który wplątał się w neonazistowskie działania. Heinz, początkowo wzbudzający nieufność wśród warszawskich policjantów, powoli, krok po kroku odkrywa mroczne tajemnice, które skrywa warszawskie seminarium. Będzie musiał dać sobie rady już nie tylko z brakiem poszanowania wśród współpracowników, lecz z niebezpiecznym i hermetycznym środowiskiem duchownych, które – jak się okaże – wcale nie należy do najświętszych.
Książka 21:37 to pierwsza powieść kryminalna otwierająca cykl z profilerem Rudolfem Heizem w roli głównej. Książka jest o tyle ciekawa że stanowi pewną nowość na rynku rodzimych kryminałów – Czubaj proponuje czytelnikom pokazanie na czym polega praca zawodowego profilera (no właśnie, na czym? co wiemy o zawodowym tworzeniu portretów psychologicznych zabójców, jakie czynniki bierze pod uwagę profiler tworząc portret? czy różni się ów zawód od tego, co znamy z zachodnich filmów?), pokazuje świat dotąd znany niewielu osobom, wnika głęboko w struktury działań rozmaitych (i też niezbyt nam znanych) komórek; stołecznej policji, seminarium duchownego etc.
21:37 to dobry i sprawnie napisany kryminał przez który można przebrnąć w jeden dzień, nie nudząc się ani na moment. Spora dawka dobrej nie tylko rozrywki, ale doskonałej analizy zachowań zabójców i innych psychopatów, urozmaicona dobrymi wątkami, z których jawi nam się świat gorzkiej prawdy o naszym społeczeństwie.  


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...