Przejdź do głównej zawartości

Ofiara w środku zimy - Mons Kallentoft [recenzja]

W środku zimy,  w środku lasu, na jednej z gałęzi drzewa zostają powieszone zwłoki starszego mężczyzny. Odkrywa je - jak często bywa - przypadkowa osoba. Śledztwo prowadzi Malin Fors. Na zewnątrz minus trzydzieści, a policja główkuje się w jaki sposób (i kto) szykuje tak precyzyjnie brutalne morderstwo. Po co to zrobił, i co może mieć to zabójstwo wspólnego z starymi pogańskimi rytuałami?

Tyle opisu, bo sama fabuła nie należy do skomplikowanych. Mroczne i zimne ziemie skandynawskie widzimy oczami wielu bohaterów. Co ciekawe, książka Ofiara środku zimy to majstersztyk narracyjny, w którym rolę przewodnika po opowieści, narratora,  bierze w ręce ten bohater, który ma na to ochotę. Dosłownie, bowiem nawet i nie musi posiadać do tego specjalnych kompetencji, nie musi być związany ściśle z rolą, jaką odgrywa w całej historii. Skoro ktoś z występujących ma coś do opowiedzenia, to ten nam zaczyna opowiadać. I ten prowadzi nas za rękę  I tak oto do głosu dochodzi sama Molin, świadkowie, poszkodowani (różni), ale i uwaga... sam trup. Wiszące zwłoki przemawiają do nas i oglądają świat z perspektywy wiszenia na drzewie.
Zabieg, co tutaj ukrywać, niezwykle nowatorski jak na powieść kryminalną. Owszem, postmodernistyczna literatura oraz cały eksperymentalny nurt literatury dwudziestego wieku przyzwyczaił nas do rozmaitych rozwiązań narracyjnych i kompozycyjnych (jak chociażby słynny w wieku XX autotematyzm), jednakże zawsze wiązały się one z literaturą wysoką, obyczajową, ale nie - przecież - popularną. W tym kryminalną, która zwykła się pewnych zasad jednak trzymać. 
Mons Kallentoft dał nam nową jakość powieści. Nowy styl narracji, ale i nie tylko. Pisze on bowiem nie w czasie przeszłym (jak 99,9% pisarzy), ale w czasie teraźniejszym.  A więc dla przykładu Molin nie "powiedziała, zobaczyła, poszła i strzeliła", ale Molin "mówi, widzi, idzie, strzela". Dziwnie to jednak brzmi. Czas teraźniejszy nie jest dobry dla utworów epickich, ponieważ bardziej on pasuje do liryki. Tutaj zaś mamy do czynienia z pewnym eksperymentem, do którego niełatwo się jest przyzwyczaić i wiele wysiłku trzeba w to włożyć, by do tego przywyknąć. By porzucić w kąt nasze przyzwyczajenia i wygodę i podążyć nowym stylem opowiadania.
Ale warto. Warto w ten styl wejść, nie odpuszczać i przebrnąć przez tę powieść - trudną, melancholijną, chwilami niemal poetycką, trochę metaforyczną, a nierzadko i gorzką.  
Warto, naprawdę warto, no Ofiara w środku zimy to bardzo dobra powieść kryminalna.

Komentarze

  1. Odpowiedzi
    1. a ja właśnie czytam drugą powieść - Śmierć letnią porą. też dobra. już się przyzwyczaiłem do tego stylu pisania.

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

TESS GERRITSEN - SEKRET, KTÓREGO NIE ZDRADZĘ - RECENZJA

Kiedy dowiedziałem się, że moja ulubiona autorka kryminałów oraz thrillerów (w tym medycznych) napisała kolejną część z udziałem dwóch, fantastycznych bohaterek bostońskiej policji oraz specjalistkę z zakresu medycyny sądowej - niezastąpiony kobiecy duet - to pomyślałem, że muszę tę książkę przeczytać. Cóż, przeczytałem, zamknąłem ostatnią stronę, okładkę i... Jakie pojawiły się w mojej głowie myśli? Jane Rizzoli i Maura Isles w swoim życiu widziały niemal wszystko. Można by się spodziewać, że nic ich nie zaskoczy, a jednak tym razem miejsce zbrodni nie przypomina niczego, z czym kiedykolwiek miały do czynienia. Bez wątpienia leżąca na łóżku młoda kobieta jest martwa, choć na pierwszy rzut oka wygląda tak, jakby właśnie drzemała. Jest jednak drobny szczegół… Zabójca pokusił się o makabryczny żart, umieszczając gałki oczne ofiary na jej dłoni, co niepokojąco przypomina kadr rodem z produkowanych przez nią horrorów. Bardziej przerażające od samego widoku jest jednak to, że zapytana ...

Cmętarz zwieżąt - Stephen King [recenzja]

Wydanie z 2009, i 2012 r. Niełatwo jest recenzować tytana horroru. Niełatwo dlatego, że można czasem popaść w banał, trywializacje, uproszczenia a czasami powtórzenia, które to - być możne - przed nami wielokrotnie już napisano. Niełatwo również z tego powodu, że King to kolos, który wymaga dokładnego i dogłębnego poznania jego dorobku, by móc go gruntownie ocenić i przerobić potem na jakąś w miarę sprawiedliwą ocenę.  Ale można oczywiście obrać inną drogę, mniej wymagającą - oceniać zdroworozsądkowo. Wystarczy na moment porzucić w kąt nazwisko (o ile tak się da) i spojrzeć na czytaną książkę jako na historię, którą ocenimy według własnych kryteriów, jakbyśmy kompletnie nie znali autora. Oceńmy po prostu czy się nam ona podoba czy nie, oceńmy całość jako historię dobrze lub źle napisanej p(g)rozy. A potem wydajmy sąd sprawiedliwy zgodnie z tym, czego doznaliśmy.  Smentarz dla zwierząt aka Cmętarz zwieżąt Louis Creed wraz z całą rodziną (żo...

Graham Masterton - Manitou [recenzja]

Wracamy do korzeni, czyli tam, gdzie ukształtowało się całe - jak się okaże później fantastyczne - pisarstwo Grahama Mastertona. Przyjrzyjmy się jego pierwszej powieści, która została wydana w 1975 i od razu wywołała zachwyt krytyków. Nie dziwne. To właśnie ona doskonale pokazuje i wyznacza niejako cały charakter pisarstwa Mastertona. Jego kolejne książki właśnie na takim schemacie będą się opierać. I jeżeli ktoś, kto chce rozpocząć przygodę z tym pisarzem zastanawia się od czego zacząć, to chyba nie muszę dodawać, że powinien właśnie od tej powieści.  Książkę Manitou po raz pierwszy czytałem około dziesięciu lat temu i wspominam tę lekturę bardzo dobrze. Książa zrobiła wówczas na mnie ogromne wrażenie. I to dzięki niej właśnie uznałem, że Masterton to pisarz, którego twórczość chcę poznać. To ona zawróciła mi tak mocno w głowie, że od tamtej pory Mastertona uważam za mistrza literatury grozy. Trochę subiektywnie i naiwnie, a może i przedwczesne ...