Przejdź do głównej zawartości

Bielszy odcień śmierci, Bernard Minier [recenzja]


"Grudzień 2008 roku, dolina w Pirenejach. Wczesnym rankiem pracownicy elektrowni wodnej znajdują na górnej stacji kolejki linowej okaleczone ciało konia.

Tego samego dnia młoda absolwentka psychologii obejmuje posadę w ściśle strzeżonym zakładzie psychiatrycznym dla przestępców, położonym w tej samej dolinie.
W ciągu kilku dni okolicą wstrząsają kolejne zbrodnie. Śledztwo prowadzi komendant Martin Servaz, czterdziestoletni policjant z Tuluzy, znany ze swej przenikliwości i intuicji. Tym razem przyjdzie mu się jednak zmierzyć z wyjątkowo okrutnym i przebiegłym mordercą. Wkrótce okaże się, że bajkowe miasteczko ukryte wśród malowniczych pirenejskich dolin kryje mrożące krew w żyłach tajemnice. Czy będzie to dla Servaza początek koszmaru?"

Po tym lapidarnym opisie wydawcy należy dodać i stwierdzić już na samym początku: jest zimno i mroczno, a klimat powieści jest niezwykle przejmujący. Chłód powieści oraz chłód samego miejsca akcji powodują, że kryminał czyta się doskonale. Nic bowiem nie sprawia lepszego nastroju, jak bezpieczeństwo czytającego (w zaciszu własnego domu) skonfrontowane z chłodem i niebezpieczeństwem, na które narażeni są główni bohaterowie. Ta konstrukcja, ten dysonans i opozycja zarówno w filmie jak i w literaturze sprawdza się od lat doskonale. A tutaj mamy wszystko. Klimatyczne miejsce: Pireneje, jezioro, elektrownia wodna, gęste i ciemne lasy, opuszczony ośrodek wypoczynkowy, więzienie w którym przetrzymywani są chorzy psychicznie i niezwykle niebezpieczni skazańcy; zawrotne tempo akcji; doskonałe zagadki.


Powieść bardzo dobrze - jak na debiut (wcześniej nieznanego w Polsce autora) - przemyślana i skonstruowana. Zaskakuje precyzja z jaką autor zbudował fabułę, doskonale zaplanowane wszystkie wątki - te mniejsze i te większe. Ujmuje od samego początku plastyczny obraz miejsc, miejsc przerażających, urzekających, zimnych, mrocznych, duszących i niebezpiecznych. Tych jest w powieści pod dostatkiem. Bielszy odcień śmierci to doskonale napisany kryminał z wciągającą i niezwykle interesującą fabułą, która w żaden sposób ani na chwilę nie pozwala nudzić się czytelnikowi (nawet jak na tak dość długą powieść kryminalną, bo liczącą niemal 510 stron, małą czcionką). Na uwagę zasługuje kolejna rzecz: świetnie skonstruowani bohaterowie. Dodajmy od razu, że tworzą oni bardzo realistyczny obraz francuskiego społeczeństwa niedużej górskiej miejscowości, która kryje w swoich dziejach niezwykle mroczne wydarzenia sprzed lat. Główny bohater zaś, czterdziestoletni policjant, który w czasie rozwiązywania arcytrudnego śledztwa będzie musiał zmierzyć się z problemami osobistymi - dorastającą i sprawiającą niemało kłopotów córką, to postać zwykła, przeciętna, a jednocześnie odważna i wzbudzająca podziw. I dzięki temu chyba tak wiarygodna. 

Tyle rzeczy miłych i przyjemnych, czas spojrzeć na wady, choć tych w zasadzie nie ma, ale muszę o nich wspomnieć, bo trochę to jednak razi.

Otóż nie jestem zwolennikiem kiedy w powieści pojawiają się nazwy najnowszych produktów i nowoczesnych wynalazków technologicznych, bez których jak się okazuje, nie można już sobie wyobrazić nawet tak dobrego kryminału. Moda, trend, a może coś innego? 
Wciąż mnie nurtuje dlaczego autorzy tak intensywnie szpikują opowieści najrozmaitszymi iPodami czy iPhone'ami rozpisując się czasem o nich z detalami, pisząc o ich zaletach (jak Dan Brown) (oczywiście między wierszami)? Raz wspominany iPhone spokojnie mógłby być zastąpiony słowem "chwycił telefon", lecz nie - w książce za każdym razem musi paść pełna nazwa produktu, co by czytelnik nie miał żadnych wątpliwości i złudzeń co się znajduje w rękach bohatera. Niby szczegół, ale irytuje. 

Podsumowując, Bielszy odcień śmierci to doskonały kryminał trzymający w napięciu aż po ostatnie strony. Przypomina trochę swoim klimatem powieść Purpurowe rzeki. Mamy również podobny mroczny klimat, góry, francuskie miasteczko, i policjantów, którzy walczą z nieobliczalnym psychopatą.
Mroźny kryminał!


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

TESS GERRITSEN - SEKRET, KTÓREGO NIE ZDRADZĘ - RECENZJA

Kiedy dowiedziałem się, że moja ulubiona autorka kryminałów oraz thrillerów (w tym medycznych) napisała kolejną część z udziałem dwóch, fantastycznych bohaterek bostońskiej policji oraz specjalistkę z zakresu medycyny sądowej - niezastąpiony kobiecy duet - to pomyślałem, że muszę tę książkę przeczytać. Cóż, przeczytałem, zamknąłem ostatnią stronę, okładkę i... Jakie pojawiły się w mojej głowie myśli? Jane Rizzoli i Maura Isles w swoim życiu widziały niemal wszystko. Można by się spodziewać, że nic ich nie zaskoczy, a jednak tym razem miejsce zbrodni nie przypomina niczego, z czym kiedykolwiek miały do czynienia. Bez wątpienia leżąca na łóżku młoda kobieta jest martwa, choć na pierwszy rzut oka wygląda tak, jakby właśnie drzemała. Jest jednak drobny szczegół… Zabójca pokusił się o makabryczny żart, umieszczając gałki oczne ofiary na jej dłoni, co niepokojąco przypomina kadr rodem z produkowanych przez nią horrorów. Bardziej przerażające od samego widoku jest jednak to, że zapytana ...

Cmętarz zwieżąt - Stephen King [recenzja]

Wydanie z 2009, i 2012 r. Niełatwo jest recenzować tytana horroru. Niełatwo dlatego, że można czasem popaść w banał, trywializacje, uproszczenia a czasami powtórzenia, które to - być możne - przed nami wielokrotnie już napisano. Niełatwo również z tego powodu, że King to kolos, który wymaga dokładnego i dogłębnego poznania jego dorobku, by móc go gruntownie ocenić i przerobić potem na jakąś w miarę sprawiedliwą ocenę.  Ale można oczywiście obrać inną drogę, mniej wymagającą - oceniać zdroworozsądkowo. Wystarczy na moment porzucić w kąt nazwisko (o ile tak się da) i spojrzeć na czytaną książkę jako na historię, którą ocenimy według własnych kryteriów, jakbyśmy kompletnie nie znali autora. Oceńmy po prostu czy się nam ona podoba czy nie, oceńmy całość jako historię dobrze lub źle napisanej p(g)rozy. A potem wydajmy sąd sprawiedliwy zgodnie z tym, czego doznaliśmy.  Smentarz dla zwierząt aka Cmętarz zwieżąt Louis Creed wraz z całą rodziną (żo...

Graham Masterton - Manitou [recenzja]

Wracamy do korzeni, czyli tam, gdzie ukształtowało się całe - jak się okaże później fantastyczne - pisarstwo Grahama Mastertona. Przyjrzyjmy się jego pierwszej powieści, która została wydana w 1975 i od razu wywołała zachwyt krytyków. Nie dziwne. To właśnie ona doskonale pokazuje i wyznacza niejako cały charakter pisarstwa Mastertona. Jego kolejne książki właśnie na takim schemacie będą się opierać. I jeżeli ktoś, kto chce rozpocząć przygodę z tym pisarzem zastanawia się od czego zacząć, to chyba nie muszę dodawać, że powinien właśnie od tej powieści.  Książkę Manitou po raz pierwszy czytałem około dziesięciu lat temu i wspominam tę lekturę bardzo dobrze. Książa zrobiła wówczas na mnie ogromne wrażenie. I to dzięki niej właśnie uznałem, że Masterton to pisarz, którego twórczość chcę poznać. To ona zawróciła mi tak mocno w głowie, że od tamtej pory Mastertona uważam za mistrza literatury grozy. Trochę subiektywnie i naiwnie, a może i przedwczesne ...